W końcu koniec zielarstwa. Cały ranek czekałem tylko na
lekcje ze ślizgonami, ale zależało mi tylko na tej jednej dziewczynie. Od
drugiej klasy mnie intryguje. Jej lśniące, długie, brązowe włosy i duże zielone
oczy. Rozmarzony szedłem korytarzem. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Jamesa:
- Co Syriuszu rozmyślasz znów o tej ślizgonce ?
- Co Syriuszu rozmyślasz znów o tej ślizgonce ?
- NIE! No dobra tak, ale to jest
silniejsze ode mnie …
- Wiesz, że to i tak nie ma
sensu. To jest nasz wróg! Zawsze tak było. Zapomnij o niej. Jak chcesz mogę Cię
zapoznać z jakąś przyjaciółką Evans. Ciągle się szlaja z jakimiś. Są nawet
ładne.
- Nie dzięki, ale dziewczynę chcę wybrać sobie sam – powiedziałem śmiejąc się. W tym momencie przerwaliśmy rozmowę. Przyszła grupka dziewczyn z wężem na szacie. Ukradkiem zerkałem na nie, sprawdzając, czy ONA tam jest.
Boże jaki ja jestem głupi. Nawet nie wiem jak ma na imię. Zrezygnowany odwróciłem głowę od ślizgonek. W tym czasie kiedy się nad sobą użalałem przyszedł profesor Slughorn i wpuścił nas do sali. Starałem się nie rozglądać po Sali, aby tylko nie patrzeć na uczniów z domu węża.
- Witajcie moi drodzy. Dzisiaj mamy pierwszą lekcję eliksirów, ale nie będę Wam przedstawiać żadnych regulaminów i innych bzdur. Wiem, że jesteście odpowiedzialni i chętni do nauki – z małym uśmieszkiem na twarzy z Jamesem popatrzyliśmy na siebie – Przejdziemy zatem od razu do pierwszego tematu. Będziemy tworzyć eliksir Giętkiego Języka. Dzięki niemu, każdy kto go wypije, będzie władać takim językiem o jakim pomyśli chiński, włoski, francuski KAŻDY. Ilość mililitrów wypitego eliksiru odpowiada ilości minut jego działania. Otwórzcie książki na odpowiedniej stronie i do roboty. Macie na to całą lekcję. Kto dobrze uwarzy eliksir, nagrodzę. Zaczynajcie.
Spojrzałem na Lupina, który od razu wziął się do roboty. Dosypywał, kroił i mieszał różne składniki z ogromnym skupieniem. Bardzo mnie kusiło, aby popatrzeć na przód klasy i zobaczyć te jedne, jedyne włosy. Żeby nie ulec pokusie wziąłem się do roboty.
- Nie dzięki, ale dziewczynę chcę wybrać sobie sam – powiedziałem śmiejąc się. W tym momencie przerwaliśmy rozmowę. Przyszła grupka dziewczyn z wężem na szacie. Ukradkiem zerkałem na nie, sprawdzając, czy ONA tam jest.
Boże jaki ja jestem głupi. Nawet nie wiem jak ma na imię. Zrezygnowany odwróciłem głowę od ślizgonek. W tym czasie kiedy się nad sobą użalałem przyszedł profesor Slughorn i wpuścił nas do sali. Starałem się nie rozglądać po Sali, aby tylko nie patrzeć na uczniów z domu węża.
- Witajcie moi drodzy. Dzisiaj mamy pierwszą lekcję eliksirów, ale nie będę Wam przedstawiać żadnych regulaminów i innych bzdur. Wiem, że jesteście odpowiedzialni i chętni do nauki – z małym uśmieszkiem na twarzy z Jamesem popatrzyliśmy na siebie – Przejdziemy zatem od razu do pierwszego tematu. Będziemy tworzyć eliksir Giętkiego Języka. Dzięki niemu, każdy kto go wypije, będzie władać takim językiem o jakim pomyśli chiński, włoski, francuski KAŻDY. Ilość mililitrów wypitego eliksiru odpowiada ilości minut jego działania. Otwórzcie książki na odpowiedniej stronie i do roboty. Macie na to całą lekcję. Kto dobrze uwarzy eliksir, nagrodzę. Zaczynajcie.
Spojrzałem na Lupina, który od razu wziął się do roboty. Dosypywał, kroił i mieszał różne składniki z ogromnym skupieniem. Bardzo mnie kusiło, aby popatrzeć na przód klasy i zobaczyć te jedne, jedyne włosy. Żeby nie ulec pokusie wziąłem się do roboty.
Bla,
bla, bla dosyp pięć zmielonych łapek czegoś tam… bla, bla podnieś temperaturę
do 217 stopni i wymieszaj cztery razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara bla bla
bla bla…
Nie patrz tam, tylko tam nie
patrz… Skup się na eliksirze. Krok drugi, trzeci… Ósmy. Jejku ile ich tu jest.
Eliksir zrobił się zielony. Jak jej oczy. Ona jest taka piękna. SKUP SIĘ !!!!
Kolejne kroki w podręczniku …
Twój
wywar powinien przybrać fioletową barwę i nie powinien dymić.
Zerknąłem do mojego kociołka.
Zaskoczony stwierdziłem, że mój eliksir wygląda dokładnie tak jak jest w
podręczniku. Dobrze, że nie zielony… Jej oczy… CO JA WYPRAWIAM?!
Krok ostatni. Wyłącz ogień i dolej 3 krople smoczej krwi. Nie mieszając
wrzuć pokrojony w kostkę korzeń madragory. Zdejmij kociołek z palnika. Odczekaj
2,5 minuty i dwa razy pomieszaj zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Koniec. Po raz pierwszy odkąd jestem w tej szkole zrobiłem coś sam ! I to na dodatek dobrze !
- Stop. Odsuńcie się od swoich kociołków – powiedział profesor – zaraz zobaczymy co Wam powychodziło – zaczął chodzić między uczniami zerkając im do kociołków i odchodził z coraz bardziej zawiedzioną miną. Podszedł do niej. Patrzył się w kociołek i nagle uśmiech pojawił się na jego twarzy – WSPANIALE ! Udało się ! Przyznaję pani Bross 25 punktów ! No, ale zobaczmy też jak poszło gryfonom.
Slughorn znów krążył między uczniami. Podszedł do kociołka Lupina
- Panie Lupin, nie zrobił pan kroku czwartego. Przykro mi, ale nie jest dobrze – odszedł od chłopaka, który opróżnił swój kociołek z załamaną miną. Profesor podszedł do Pottera, który nie zrobił nic, a Peter oczywiście musiał go naśladować i dzięki nim Gryfoni stracili 10 punktów.
- No panie Black, może pan uratuje swój dom – powiedział z nadzieją i zerknął na jego eliksir. Oderwał wzrok zaskoczony – Idealny ! Po prostu perfekcyjny ! 25 punktów dla Gryffindoru. Pogratulujcie teraz pani Bross i panu Blackowi ! Dziękuję i do zobaczenia na następnej lekcji – nauczyciel zakończył lekcję wyraźnie zadowolony.
Popatrzyłem na dziewczynę o zielonych oczach. Uśmiechała się.. do niego. Powiedziała bezgłośne „brawo” i wyszła z klasy. Stałem jak wryty z otwartą buzią. ODEZWAŁA SIĘ DO MNIE ! Odezwała się.. do.. mnie.. Wyszedłem z klasy w milczeniu ignorując sprośne uwagi Jamesa na temat dzisiejszej lekcji eliksirów. Można powiedzieć, że całe popołudnie chodziłem z bananem na buzi. W końcu zauważyła, że istnieje..
No i jest rozdział numer dwa :3
Liczę na więcej komentarzy :) \ Zzu
Koniec. Po raz pierwszy odkąd jestem w tej szkole zrobiłem coś sam ! I to na dodatek dobrze !
- Stop. Odsuńcie się od swoich kociołków – powiedział profesor – zaraz zobaczymy co Wam powychodziło – zaczął chodzić między uczniami zerkając im do kociołków i odchodził z coraz bardziej zawiedzioną miną. Podszedł do niej. Patrzył się w kociołek i nagle uśmiech pojawił się na jego twarzy – WSPANIALE ! Udało się ! Przyznaję pani Bross 25 punktów ! No, ale zobaczmy też jak poszło gryfonom.
Slughorn znów krążył między uczniami. Podszedł do kociołka Lupina
- Panie Lupin, nie zrobił pan kroku czwartego. Przykro mi, ale nie jest dobrze – odszedł od chłopaka, który opróżnił swój kociołek z załamaną miną. Profesor podszedł do Pottera, który nie zrobił nic, a Peter oczywiście musiał go naśladować i dzięki nim Gryfoni stracili 10 punktów.
- No panie Black, może pan uratuje swój dom – powiedział z nadzieją i zerknął na jego eliksir. Oderwał wzrok zaskoczony – Idealny ! Po prostu perfekcyjny ! 25 punktów dla Gryffindoru. Pogratulujcie teraz pani Bross i panu Blackowi ! Dziękuję i do zobaczenia na następnej lekcji – nauczyciel zakończył lekcję wyraźnie zadowolony.
Popatrzyłem na dziewczynę o zielonych oczach. Uśmiechała się.. do niego. Powiedziała bezgłośne „brawo” i wyszła z klasy. Stałem jak wryty z otwartą buzią. ODEZWAŁA SIĘ DO MNIE ! Odezwała się.. do.. mnie.. Wyszedłem z klasy w milczeniu ignorując sprośne uwagi Jamesa na temat dzisiejszej lekcji eliksirów. Można powiedzieć, że całe popołudnie chodziłem z bananem na buzi. W końcu zauważyła, że istnieje..
No i jest rozdział numer dwa :3
Liczę na więcej komentarzy :) \ Zzu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz