Każdy, kto mnie zna powiedziałby, że moje życie jest
idealne. Najpopularniejszy chłopak w zamku, dziesiątki uganiających się za mną
dziewczyn i dwójka niezastąpionych przyjaciół. Ale tylko Lunatyk i Rogacz mogą
powiedzieć, że to nie jest wcale takie słodkie. Oczywiście lubię być w centrum
uwagi, a przyjaciół – fakt, mam niezastąpionych, ale trzeba patrzeć na
szczegóły między wierszami.
- Syriuszu.. wstawaj. Zaraz zacznie się nasze pierwsze w tym roku śniadanie. – usłyszałem głoś Remusa.
- Jeszcze pięć minut.
- Za pięć minut już nie będziesz miał po co iść, bo James z Peterem już poszli, a byli naprawdę głodni…
- No dooobra… - powoli wstałem. Okropnie ziewnąłem i wyciągnąłem się. – Daj mi chwilę, przebiorę się i ogarnę. Chyba, że chcesz iść.
-Tak, chyba już pójdę, też jestem głodny jak wilk – odparł Remus, a ja zaśmiałem się z tego porównania.
Chłopak, który wyszedł jest jednym z moich najlepszych przyjaciół – Remus Lupin. Jest niesamowity. Zawsze umie opanować, każdą sytuację i wyjść z opresji. Wspomniał o dwóch chłopakach, Jamesie Potterze i Peterze Pettigrew. Jamesa traktuje jak rodzonego brata, chociaż nie, traktuje go o wiele lepiej. Potter jest specyficznym człowiekiem, wszystko robi na pokaz i ciągle targa sobie włosy. Natomiast Peter to szczerze, piąte koło u wozu. Wszędzie jest go pełno i wszystko musi wiedzieć. Jego idolem jest James, a jemu to tylko sprawia przyjemność. Naszą czwórkę nazywamy huncwotami.
Schodząc do Wielkiej Sali rozmyślałem nad nowym rokiem szkolnym. Rozpoczynaliśmy właśnie czwarty rok nauki w Hogwarcie. Coś mi podpowiada, że ten rok będzie wyjątkowy. Wydarzy się coś, czego nigdy nie było i co nigdy się nie powtórzy.
W Wielkiej Sali stały cztery długie stoły. Po lewej stronie był stół uczniów Slytherinu, gdzie wszędzie górowała zieleń. Następnie Hufflepuff i Ravenclaw przy których było żółto i niebiesko. Ja zmierzałem do stołu w barwach czerwieni, do stołu Gryffidoru. Za stołami uczniów był krótszy, postawiony w poprzek stół nauczycielski. W rogu sali stały puste kryształowe pojemniki, gdzie w ciągu roku zbierało się punkty dla domów. Przechodząc między stołami witałem znajomych i wysłuchiwałem wzdychań młodszych dziewczyn.
- Dzień dobry – powiedziałem podchodząc do przyjaciół.
- „Dzień dobry”? Syriuszu cóż się stało, że jesteś taki serdeczny? – zapytał z udawanym zdziwieniem James.
- HA HA prawie to było śmieszne. Rogaczu po prostu witam moich przyjaciół. Dostaliśmy już plan lekcji?
- Po śniadaniu dwie godziny zielarstwa z puchonami. Następnie eliksiry ze ślizgonami i wieczorem dwie godziny astronomii też ze ślizgonami – przeczytał uradowany, że mógł coś zrobić dla Jamesa.
- Wiecie co? Wydaję mi się, że ten rok będzie dla nas wszystkich niezapomniany - oświadczyłem
- Tak, zwłaszcza, że w tym roku szkolnym będzie o jedną pełnie więcej niż w zeszłym – powiedział bezbarwnym głosem Lupin.
- Ahhh.. jak dobrze być już obok Was chłopaki. Zaczynamy kolejny rok. Razem.
Reszta śniadania zeszła na opowiadaniu sobie nawzajem wakacyjnych przeżyć. Cieszyłem się, że znów ich widzę, ale moją uwagę przykuł ktoś jeszcze, dziewczyna … ze Slytherinu.
Oto jest rozdział pierwszy. Miał być wczoraj, ale wystąpiły małe problemy z internetem. Swoje opinie możecie wyrażać w komentarzach. Ucieszy mnie każdy komentarz, krytykujący, pochwalający KAŻDY. Dla Was to chwila, a dla mnie wiele szczęścia. Więc proszę jak już to czytasz zostaw komentarz. Dziękuję i pozdrawiam \ Zzu
dobre to !
OdpowiedzUsuńczekam na drugi rozdział ;>